Nie odkładaj miłości na później.



Czasami ta druga osoba jest, na wyciągniecie ręki, ale nie wszystko jest takie łatwe. Możliwe, że jeśli robilibyśmy to, co chcemy nasze życie wyglądałoby inaczej.

Tylko czasami nie możemy pewnych rzeczy zrobić. Czasami ze względu na siebie, ale i również patrząc na drugą osobę. Niektórzy nie mogą wyznać drugiej osobie to, co czuja, bo boją się konsekwencji tego, co możne się stać.
Bartka tak naprawdę znam, odkąd pamiętam. Jak byliśmy, mali robiliśmy wszystko razem, niektórzy myśleli, że jesteśmy rodzeństwem. Z jednej strony to tak wyglądało, ale ja zawsze chciałam dorównać Bartkowi. Zawsze nie mogłam się doczekać spotkania z nim, mimo że codziennie się spotykaliśmy Myślałam, że zawsze on będzie mój i nic się nie zmieni. Dopiero w gimnazjum jak zaczął spotykać się z dziewczyną. Wtedy zdałam sobie sprawę, że on nigdy nie będzie patrzył na mnie tak jak ja na niego. Zazdrościłam tej dziewczynie, bo marzyłam o tym by on choć raz popatrzył na mnie tak jak na nią. Między nami nic się wtedy nie zmieniło, było jak zawsze. Tylko może mniej czasu miał dla mnie, ale cieszyłam się, że nie olał mnie dla swojej wybranki. Łudziłam się wtedy,
że ją zostawi i wpadnie moje ramiona. Byłam taka żałosna i głupia. On czasami wypytywał mnie, dlaczego ja żadnemu nie daje szansy, ale zawsze potrafiłam się wywinąć od odpowiedzi, Lubiłam, gdy był blisko, a ja już mnie przytulał to marzyłam żeby ta chwila trwała wiecznie. Czasami już nie radziłam sobie z tą sytuacją, ale wiedziałam co nie zrobię togo stracę.

Wakacje zawsze spędzaliśmy razem, tym razem ze znajomymi postanowiliśmy wyjechać nad morze. Wszystko byłoby idealne, gdyby on nie zabrał ze sobą swojej dziewczyny. Trochę to śmieszne, bo łudziłam się, że znowu spędzimy je razem. Czułam się strasznie, bo odkąd przyjechaliśmy na miejsce, ja dla niego nie istniałam. Była tylko ona i nic innego się dla niego nie liczyło. Przyglądałam się z boku i zazdrościłam jej, bo miała przy sobie osobę, za którą oddałabym życie. Brakowało mi jego, rozmawialiśmy może przez dzień z kilka minut i zaraz do niej leciał. Wiedziałam, że oczekuje od niego za dużo, ale nie mogłam już panować nad swoimi uczuciami. Momentami rozklejałam się, jak widziałam ich razem. Jeden z naszych kolegów to zauważył i zapytał ot, tak czemu mu po prostu tego nie powiem. Wystraszyłam się, w pierwszym momencie nie mogłam wydusić z siebie słowa. Po chwili odpowiedziałam „ tylko akurat on wie, że traktuje go jak brata". Odwróciłam się, ale on dodał
"przecież każdy wie o tym, że tu nie o to chodzi, ale Bartek jest taki głupi, że nic nie rozumie". Jego słowa dobiły mnie całkowicie. Wtedy nawet się zawahałam i chciałam mu o wszystkim powiedzieć, ale rano przy śniadaniu gdy, zobaczyłam go, tak szczęśliwego postanowiłam wyjechać. Bartek chciał mnie zatrzymać, ale nie mogłam zostać. Nie mogłam zmienić tego wszystkiego, co on sobie ułożył. Nie wyobrażałam sobie tego, że stracę go całkiem. Przecież jeśli on dowie się prawdy, wyśmieje mnie lub nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Nie mogłam się równać z ta jego dziewczyną, nie mogłam się równać z niczym.

Pewnego poranka obudził mnie telefon, to właśnie on dzwonił. Uświadomił mnie, że wrócili i musimy to uczcić, że za tydzień idziemy do nowych szkół, plus bardzo się za mną stęsknił. Zdziwiło mnie to bo mieli wrócić za kilka dni.
Mieliśmy taką miejscówkę nad małym jeziorku, tam zawsze robiliśmy ogniska. Spóźniłam się trochę, bo miałam kilka spraw do załatwienia, ale musiałam tam, choć na chwile pójść. Jak już przyszłam na miejsce to, wszyscy już byli uśmiechnięci. Bartek od razu mnie uściskał i zaproponował byśmy wypili piwo i pogadali. Zapytałam go, czemu tak szybko wrócili i on uśmiechnął się tak pięknie, jak zawsze. Po chwili dodał, że coś zrozumiał, tylko naprawdę nie wie jak się do tego zabrać. Od razu pomyślałam, że chce jej się oświadczyć i zaczęłam mu gadać, że pomogę mu w wyborze pierścionka. Śmiał się chwilę ze mnie, dodał, że oni nie są już razem i chciał pogadać o czymś innym. Zdziwiłam się, bo przecież widziałam ich tak niedawno i to była naprawdę idealna para. Tak chwile siedzieliśmy w ciszy i on nagle dodał, że jestem piękna. Popatrzyłam się na niego tak dziwnie i wstałam. Zaczął mnie zatrzymywać i
zapytał co się stało.

Odpowiedziałam mu, że jest pijany i jutro będzie tego żałował. On próbował mnie przekonywać, że nie ale znałam go i wiedziałam, że to wszystko jest przez chwile. Bo jutro będzie udawał, że nic się nie stało i znajdzie sobie inną. Powiedziałam mu, że nie chce z nim dzisiaj rozmawiać. Wtedy coś we mnie pękło i zaczęłam pić. Z tamtego wieczoru już nie pamiętam nic, trochę żałosne, ale szkoda, że nie zapomniałam o tym, co on mówił do mnie wcześniej. Gdzieś o godzinie 12 zadzwoniła do mnie koleżanka i zapytała jak się czuje. Chwile tak gadałyśmy, gdy ona dodała "pewnie jesteś szczęśliwa". Zapytałam niby dlaczego, przecież mam takiego kaca, że chyba do jutra mi nie przejdzie, ona na to w końcu Bartek, przerwałam jej od razu i powiedziałam, że muszę kończyć. Nie chciałam nic wiedzieć, byłam strasznie zła na Bartka za to, co mówił tak bez sensu. Taka byłam słaba, że nie miałam ochoty zejść na obiad, ale po chwili mama przyszła i powiedziała, że muszę zejść, bo mam gościa.
Wiadomo kto to był, siedział tak przy tym stole i szyderczo się śmiał. Od razu zapytał mnie czy wszystko okej. Nie musiałam mu odpowiadać, bo od razu było widać. Po obiedzie poszliśmy do mojego pokoju, zapytałam go co on chce robić.Zrobił się tak dziwnie spokojny i odpowiedział, że chce porozmawiać o wczoraj. Zdenerwowałam się i powiedziałam, że chce o tym zapomnieć i nie musi mieć wyrzutów sumienia, bo wzięłam do za żart. On tak przez chwile się na mnie dziwnie patrzył i powiedział "tak myślałem, myliłem się". Zaczęliśmy się rzucać poduszkami i później oglądaliśmy film.

Minęło już chyba kilka miesięcy od tamtej sytuacji i już przestałam czekać. Mam chłopaka, nie jest taki idealny jak Bartek, ale może pomoże mi zapomnieć o nim. Jest miły i nawet przystojny. Czasami mnie rozśmiesza, ale to owszem nie Bartek. A wracając do tego Misiaka to on ostatni dowiedział się o tym, że jestem z Łukaszem. Dziwnie też zareagował, bo jak mu o tym powiedziałam to, zaśmiał się i dodał "z tym frajerem?". Wkurzył mnie trochę to zaczęłam mu wypominać,że jego dziewczyny też nie były idealne tylko ja nie komentowałam tego, bo chciałam, żeby był szczęśliwy. Odpowiedział, że ja na pewno z nim nie będę szczęśliwa i w sumie to zmieniłam temat bo, nie chciałam tak tego drążyć. Z Łukaszem było inaczej jak sobie wyobrażałam, ale miałam kogoś do kogo bym mogła się przytulić. Nie był idealny w żadnym stopniu, ale czasem sam mi okazywał uczucia. Bartek jak się
dowiedział o naszym pierwszym razie to nie odzywał się z kilka minut do mnie, nagle krzyknął do mnie, że myślał, że jestem jedną dziewczyną, która się nie puszcza. Uderzyłam go wtedy i to była nasza pierwsza kłótnia, ale miała konsekwencje, bo zaczęliśmy się unikać. Nasze relacje już nie były takie same, jak rozmawialiśmy to przez chwile i w sumie jak najszybciej chcieliśmy zakończyć tę rozmowę. Tak w sumie minęło liceum. Małymi kroczkami oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej.

Bartek znalazł sobie dziewczynę i już go dla nas nie było. Podobno zamieszkał z nią, byli już niby w takim poważnym związku. Ona sobie podobno studiowała a on nawet nie wiem co on robił. Nidy nie pytałam, a jak były jakieś wyjścia to nigdy go nie było jak ja byłam, także jak go widywałam to na mieście i było tylko "cześć". Wszystko się wtedy zmieniło tylko nie moje uczucia do niego. Nadal czułam to samo, ale już potrafiłam z tym żyć. Potrzebowałam go tak jak zawsze, ale bałam się do niego odezwać. A co do Łukasza to już nie jesteśmy razem. Zdradził mnie, jakoś po mnie to spłynęło. Troszkę owszem bolało, ale gdyby to Bartek zrobił to inaczej na pewno bym się czuła.

Dzisiaj jest najgorszy dzień w moim życiu. Dowiedziałam się, że on się oświadczył i dodatkowo zostałam zaproszona na imprezkę zaręczynową. Działo się naprawdę dużo na tym i przez te rzeczy zrozumiałam, że naprawdę go straciłam. Weźmie z nią ślub, urodzą mu się małe słodziaki i tak się zestarzeją. A w głębi miałam nadzieję, że się z nią rozstanie i do mnie wróci jak kiedyś. Zaczęłam żałować, że nic kiedyś nie zrobiłam. Chciałam cofnąć czas i wrócić do tego momentu znad jeziora.

Wracając do wydarzeń z jego imprezki to, na początku czułam się jak obca dla wszystkich. Jak ciotka, która przyjechała do rodziny po 20 latach i nikogo nie zna, a tak naprawdę my wszyscy znaliśmy od małego. Bartek prawie w ogóle się do mnie nie odzywał, raz zagadał co u moich rodziców, a ja odpowiedziałam, że gratulują mu ślubu. Jak ja coś mówiłam, wszyscy się na mnie patrzyli jakbym była na coś chora lub byłabym bez twarzy. Czułam się naprawdę okropnie, bo zdałam sobie sprawę, że wszyscy wiedzieli o tym, że ja go kocham i spodziewali się jakiejś komedii romantycznej. W której ja zacznę krzyczeć, że nie zgadzam się na ten ślub. Tylko ja taka nie jestem, dla mnie jego szczęście jest na pierwszym miejscu. To on wybiera a ja się na to zgadzam. Jego przyszła żona podeszła do mnie i ot, tak zagadała, gdybyśmy się znały od lat. Zaczęła mi gadać, że bardzo chciała mnie poznać, bo Bartek jej tyle o mnie opowiadał. Naprawdę nie miałam ochoty i nie
było sensu bym ja tam dłużej siedziała. Poinformowałam znajomych, że wychodzę, oni zapytali, czy mnie odwieźć, ale ja wolałam się przejść. Nie wiedziałam w tamtym momencie gdzie jest Bartek i może to dobrze, bo nie chciałam się z nim żegnać i życzyć mu tych pięknych rzeczy co się wtedy robi. Nie spieszyłam się wtedy do domu, bo wiedziałam, że gdy położę to wszystkie wspomnienia wrócą.Teraz chciałam tylko się przejść a później to nie wiadomo. Tylko Bartek mnie dogonił i zapytał się mnie czemu z nim się nie pożegnałam. Powiedziałam mu, że nie miałam najmniejszej ochoty ale że, życzę mu udanego małżeństwa. Zapytał mnie czemu taka jestem, bo przecież on powinien być na mnie zły. Zaśmiałam się mu w twarz i dodałam, że to był błąd, że tu przyszłam. On zaczął krzyczeć na mnie i wygadywać, że pewnie on jest całym błędem, że go poznałam, że już go nienawidzę. Wtedy nie wytrzymałam i go pocałowałam. A najdziwniejsze było to, że on nie
opierał się całował mnie tak jakby był jakimś żołnierzem, który wrócił po misji. Dziwne to bo nigdy się nie całowaliśmy, ciężko mi tę sytuację w ogóle opisać, bo to naprawdę wyglądało tak jakby byśmy kiedyś to robili. Tak naprawdę mniejsza w to, bo od razu po pocałunku dodałam, że ale po co my to robimy i on od razu dodał, bo przecież nic nas nigdy nie łączyło. Odpowiedziałam mu, że nic, a on się rozpłakał i powiedział że byłam jego błędem. Wtedy właśnie poczułam, że go straciłam. Nie rozumiałam, dlaczego on to powiedział, bo przecież nic mu nigdy takiego nie zrobiłam. Nie mogłam sobie tych jego słów skleić w całość. Siedziały tak w mojej głowie. Już miałam tego dość, ja sama zaczęłam go nienawidzić. Każdy dzień był gorszy, tylko o tych słowach myślałam. Nie mogłam się niczym zająć, chciałam do niego zadzwonić i zapytać, o co mu tak dokładnie chodziło. Tylko nie miałam odwagi, zawsze nie miałam odwagi. Czułam się jak bezużyteczny przedmiot wyrzucony do śmietnika. Wiedziałam, że nie potrafię tak żyć bez niego. Przecież on był moim całym światem, a teraz nie było go tak jakby nigdy nie istniał.Nie mogłam już nic zrobić z tym wszystkim. Dlatego wiedziałam co już mam zrobić, chciałam już mieć święty spokój. Wiedziałam, że on
jest moim życiem a teraz już go nie było dlatego mojego życia już nie ma.



Nasza relacja była dziwna od najmłodszych lat. Może wtedy jeszcze nie darzyliśmy się takim uczuciem, ale później to uczucie było jasne. Tylko nie potrafiliśmy o tym porozmawiać. Właśnie, dlaczego nie mogliśmy, przecież się kochaliśmy. Nie mogliśmy żyć bez siebie, mimo że myśleliśmy, że to przyjaźń. Piękne uczucie, ale nie spełnione. Czytając to wszystko i gdybym wiedział, że ona nie pamięta tych wydarzeń znad jeziora. Przecież zmieniłbym wszystko, myślałem, że potrzebuje czasu. Chcę się wybawić, nie wiem ale, że wróci do mnie i już zawsze będziemy razem. Bo wtedy wyznaliśmy sobie wszystko. Rozmawialiśmy prawię całą noc o tym. Nie wiem, dlaczego tak się stało, że nigdy nie dowiedziała się o tym, że ją kocham tak samo mocno. Wtedy gdy nasze drogi się
rozłączyły myślałem naprawdę, że to koniec dlatego postanowiłem się związać z inną. Wiem, popełniłem tyle błędów. Tylko gdybym wiedział, czy ona nadal czuje to samo postąpiłbym inaczej. Właśnie wtedy wybiegłem za nią po to, by ją o to zapytać, ale ona zawsze patrzyła na mnie takim wzrokiem, że bałem się. Teraz już jej nie ma z nami. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak żyć bez niej. Może jest cały czas obok mnie, tego się nie dowiem. Jedno wiem, że jej śmierć jest przeze mnie, bo, gdybym cały czas mówił jej o uczuciach moich do niej to na pewno inaczej by to wyglądało.
Wiem, jedno że mimo tego, że jej tu nie ma ja wciąż ją będę kochać. Nie przestałem jej kochać odkąd ją poznałem i nawet to że nie żyję nie zmieni tego że, jest Kobietą mojego życia. Nie wiem co będzie jutro, jak będzie wyglądać moje życie, ale wiem, że ją kocham i kochać będę.

Komentarze

Popularne posty

Popularne posty